Jako istoty stadne, trzymamy się razem; tworzymy cały system relacji i zależności. Można dojść co wniosku, że zaburzona 'struktura stada' nie jest bezpośrednią przyczyną samotności. Chociaż utorzsamiamy się ze zwierzętami, zapominamy że sami dawno już wyparliśmy swój 'naturalny pierwiastek'. Staliśmy się ludzcy. Mogę przebywać w wielkiej zbiorowości a i tak będę sam.
Samotność nie jest sama w sobie problemem. Problem zaczyna się gdy nie potrafisz potwierdzić swojego jestestwa w zaden inny sposób, jak poprzez drugiego człowieka. Międzyludzkie relacje to czysty handel. Chcąc coś otrzymać, musisz dać coś w zamian. Problem powstaje gdy nikt nie jest zainteresowany tym co masz do zaoferowania. Wtedy uciekasz w samotność - nie dlatego bo nikt Cię nie chce, po prostu boisz się, że po raz kolejny wychodząc z inicjatywą pogłębisz tylko swoje kompleksy. Wtedy rzeczywiście nie jest łatwo.
Lubisz swoją samotność. Potrzebujesz jej. Ciężko jest gdy nie ma prawdziwej bliskości. Angażujesz się wtedy w jakieś dziwne układy, trwasz w takim pół-rozwiązaniu dopóki nie musisz wziąć za nie odpowiedzialności. W takim ujęciu samotność nie jest łatwa. Dzieje się tak bo nie potrafimy się w niej odnaleźć. Zamiast się zatracić, wolimy realizować potrzebę jakiegoś ontologicznego bezpieczeństwa. Jedyne wyjście to pogodzić się z tym. Albo szczęśliwie zakochać.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz